Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
8 postów 10 komentarzy

Krzysztof Kowalczyk

Krzysztof Kowalczyk - Uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW (www.jow.pl).

"Solidarni 2010" i uczciwe wybory

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Przedstawiciele stowarzyszenia „Solidarni 2010” obawiają się, że w wyborach parlamentarnych w 2011 r. może dojść do fałszerstw i występują z inicjatywą "Uczciwe wybory".

Uczciwe wybory, to znaczy jakie?
 
Co zrobić, aby zapewnić uczciwość wyborów? - o tym m.in. mówiono w Lublinie na kilkusetosobowej manifestacji oraz konferencji prasowej zorganizowanej przez "Solidarnych 2010". Tymczasem znikoma grupka działaczy Ruchu Poparcia Palikota zorganizowała kontrmanifestację, na której ... zarzucała Solidarnym zajmowanie się tylko katastrofą smoleńską.
 
Jakkolwiek stowarzyszenie "Solidarni 2010" zostało powołane pod hasłem czterech postulatów związanych z katastrofą smoleńską, to jako świadek i uczestnik niedawnych wydarzeń w Lublinie mogę potwierdzić, że nie zamyka się na inne tematy. 30 VI 2011 r. na zaproszenie "Solidarnych 2010" miałem bowiem wystąpienie na Placu Łokietka przed lubelskim ratuszem poświęcone idei jednomandatowych okręgów wyborczych. Odbyło się ono bezpośrednio po konferencji prasowej z udziałem Jana Pospieszalskiego i Ewy Stankiewicz, którzy mówili m.in. o zainicjowanej przez Solidarnych  akcji "Uczciwe wybory".
 
W nawiązaniu do inicjatywy "Solidarnych 2010", polegającej na szukaniu mężów zaufania do komisji wyborczych, zwróciłem uwagę, że nie mniej ważną kwestią od pilnowania prawidłowości liczenia głosów jest procedura zgłaszania kandydatów. Obecna procedura wyborcza do Sejmu praktycznie pozbawia obywateli biernego prawa wyborczego, uniemożliwiając samodzielne kandydowanie. Wynikiem tego są spektakularne "transfery", gdzie ludzie opuszczający jedne partie przechodzą do zupełnie innych, tak jakby nie liczyły się poglądy, a miejsce na liście wyborczej. Odnosząc się do wcześniejszej wypowiedzi Ewy Stankiewicz, która cytowała prof. Andrzeja Myca, że "my jesteśmy w stanie na tyle tej wolności wywalczyć, na ile jesteśmy w stanie ją sobie wyobrazić" powiedziałem, że w tym samym filmie jej autorstwa prof. Myc mówił również, iż jest zwolennikiem jednomandatowych okręgów wyborczych: http://www.youtube.com/watch?v=yCVMI3O0iuw 
 
Poinformowałem też zebranych o przemilczanym medialnie w Polsce wyniku referendum w Wielkiej Brytanii z 5 V 2011 r., gdzie prawie 70% głosujących opowiedziało się za utrzymaniem dotychczasowego systemu jednomandatowych okręgów wyborczych. W Wielkiej Brytanii trudno sfałszować wybory, m.in. ze względu na metalowe urny na kłódkę i bezpośrednie publiczne liczenie głosów w okręgach jednomandatowych. Procedura jest prosta i przejrzysta - wygrywa ten, kto zdobył najwięcej głosów - podczas gdy w Polsce stosuje się skomplikowane przeliczniki wymagające zaangażowania komputerów, niezrozumiale dla ogółu wyborców i często zmieniane przed kolejnymi wyborami na doraźny użytek polityczny.
 
Wykryte nieprawidłowości
 
Przedstawiciele stowarzyszenia "Solidarni 2010" obawiają się, że w wyborach parlamentarnych w 2011 r. może dojść do fałszerstw, wskazując m.in. na dużą liczbę nieważnych głosów w wyborach samorządowych. Jan Pospieszalski mówił na konferencji prasowej, że były miejsca w Polsce, gdzie w wyborach do sejmików w 2010 r. stwierdzono ok. 20% nieważnych głosów, co potwierdzają dane PKW. Wyraził wątpliwość czy aby na pewno aż tak duży odsetek wyborców nie potrafiłby oddać ważnego głosu. W ostatnich wyborach do sejmików województw było ok. 12% nieważnych głosów w skali  kraju. To dużo, ale nawet w wyborach do rad powiatów odsetek nieważnych głosów był wysoki, choć blisko dwa razy mniejszy. Możliwe jednak, że wyjaśnienia tej zagadki należy szukać w tym, iż wielu ludzi  całkiem świadomie oddało nieważne głosy. W wyborach do sejmików rozpoznawalność kandydatów była znacznie mniejsza niż do rad gmin czy powiatów, a obowiązująca ordynacja sprzyjała dużemu upartyjnieniu wyborów.
 
Pospieszalski przypomniał incydent w polskim konsulacie w Brukseli, gdzie z urny wyjęto 98 więcej kart niż oficjalnie ich wydano. Dodał, że do zainicjowania akcji "Uczciwe wybory" skłoniły ich relacje osób, które zasiadały w komisjach wyborczych i donosiły o różnych nieprawidłowościach, które zostały udaremnione. Nie zawsze jednak członkowie komisji zgłaszali nieprawidłowości. Jeden z zastanawiających przypadków dotyczył kandydatki do Rady Dzielnicy Ochota w Warszawie Alek­san­dry Ja­rosz­kie­wicz. Według protokołu miał na nią nie paść żaden głos, mimo iż ona deklarowała, że sama na siebie głosowała i znalazła kilka osób, które też twierdziły, że oddały na nią głos. Jak pisała „Warszawska Gazeta” w artykule z 21 I 2011 r. pt. „Wyborcze standardy”: „Spra­wę od­da­ła do Są­du Okrę­go­we­go w War­sza­wie. Kar­ty wybor­cze zo­sta­ły do­star­czo­ne ja­ko ma­te­riał do­wo­do­wy. Po ich przejrzeniu oka­za­ło się, że kan­dy­dat­ka PiS otrzy­ma­ła nie 0, ale 19 ważnych gło­sów. - Je­śli po­dob­ny cud zda­rzył się w jed­nej ko­mi­sji, być mo­że po­dob­nie by­ło w in­nych – skomentowała Aleksan­dra Jaroszkiewicz.”   
 
Jakby tego było mało, w lipcu br. radio RMF FM podało, że w bagażniku byłego komendanta policji z warszawskiej Białołęki znaleziono kilkaset wypełnionych kart do głosowania z ubiegłorocznych wyborów. Równocześnie poinformowano wtedy, że sam zainteresowany -  podejrzewany również o zabójstwo - odmówił składania wyjaśnień w sprawie tych głosów. Członkowie komisji szybko zapewnili, że u nich wszystko się zgadza, a według „Uważam Rze” z 24 lipca br. „szefowa komisji wyborczej zeznała, że po przeliczeniu głosów, sporządzeniu protokołów o godz. 3 nad ranem wszystkie paczki zabrali policjanci z miejscowego komisariatu, by przewieźć je do urzędu dzielnicy.” Nie zmienia to jednak faktu, że część kart jeszcze kilka miesięcy po wyborach nie znajdowała się tam, gdzie być powinna, czyli w archiwum i że ktoś - poza samym policjantem - tego nie dopilnował i nie sprawdził, choć należało to do jego obowiązków. - Wyjaśniamy okoliczności, dlaczego nie zostały tam złożone - powiedziała 1 VIII 2011 r. Polskiej Agencji Prasowej rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prok. Renata Mazur.    
 
Głośna była też sprawa kupowania głosów w wyborach w Wałbrzychu, która zakończyła się rozwiązaniem lokalnych struktur PO, pozbawieniem funkcji nowo wybranego prezydenta miasta i powtórką wyborów. 
 
Różne standardy
 
Wróćmy na koniec do kwestii brytyjskich procedur wyborczych. Relacja Izabeli Falzmann z referatu Tomasza Kaźmierskiego - zamieszkałego na Wyspach Brytyjskich polskiego  emigranta, jednego z pionierów Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych: „Profesor Kaźmierski pokazał nam slajdy ilustrujące, jak liczenie głosów odbywa się w Wielkiej Brytanii. Obwód wyborczy otrzymuje od komisarza zamkniętą na kłódki urnę. Jest to ciężka pancerna skrzynia z wąskim otworem, do otwarcia chyba tylko za pomocą dynamitu. Samo liczenie głosów odbywa się na oczach publiczności odgrodzonej od stolików linami. Liczenie śledzą również kamery, a oprócz tego powołani przez rząd specjalni kontrolerzy. Wszelkie manipulacje są w tych okolicznościach niemożliwe. Głosy nie są nigdzie przesyłane, wynik wyborów w danym okręgu ustala się na miejscu.”
 
Co więcej, na kandydata do Izby Gmin może zgłosić się sam każdy pełnoprawny obywatel po zebraniu 10 podpisów i wpłaceniu kaucji w wysokości 500 funtów, która jest zwracana po uzyskaniu minimum 3 % głosów w okręgu. Porównajmy to z jednomandatowymi okręgami do polskiego Senatu. Niedawno wprowadzony Kodeks Wyborczy wymaga utworzenia co najmniej 15-osobowego komitetu, 1000 podpisów poparcia na rzecz jego utworzenia i 2000 podpisów na zarejestrowanie kandydata. Kandydat nie może zgłosić się sam - jego kandydaturę wysuwa komitet. Nie można też wydać w kampanii do Senatu więcej niż 18 gr. na wyborcę (do Sejmu już 82 gr.!), ani udostępniać nieodpłatnie sal, np. na konferencje prasowe czy spotkania z wyborcami. Oczywiście dla partii politycznych korzystających z pieniędzy z budżetu i posiadających własne lokale nie stanowi to żadnego ograniczenia, inaczej niż dla wielu kandydatów niepartyjnych i o to tutaj zapewne chodziło.
 
Jeszcze większe ograniczenia stwarza system wyborczy do Sejmu, który w ogóle nie daje możliwości indywidualnego startu w wyborach i sprzyja alienacji władzy. Skoro więc już mowa o uczciwych wyborach, to nie może ujść uwadze ta fundamentalna różnica między wyborami do Izby Gmin a Sejmu RP. Te ostatnie nieuczciwe będą już na starcie, a nie tylko ze względu na możliwe nieprawidłowości przy liczeniu głosów.

KOMENTARZE

  • Witam Nowego Blogera :) Kolejny woJOWnik widzę...
    W NE jest jednak wielu poważnych sceptyków co do JOW i zapewne wybory w senacie pokażą że mamy rację. Wygrają obywatele, czy PO? Obywatele właściwie nie startują, no z wyjątkiem Szeremietiewa.

    "o przemilczanym medialnie w Polsce wyniku referendum w Wielkiej Brytanii z 5 V 2011 r., gdzie prawie 70% głosujących opowiedziało się za utrzymaniem dotychczasowego systemu jednomandatowych okręgów wyborczych."

    Jaka była frekwencja? Po kolejnym kryzysie liczba zwolenników JOW tam spadnie do poniżej 50% głosujących. Kolejne referendum wywróci system JOW w Wielkiej Brytanii. To kwestia kilku lat, może burzliwej dekady.
  • @Marek Kajdas
    Ja też nie mam wielkich oczekiwań co do JOW-ów senackich. Jak napisał niedawno Roman Graczyk w Interia.pl, aby w pełni ujawniły się zalety JOW-ów zmiana musiałaby być kompleksowa i objąć przede wszystkich Sejm, który w polskim systemie politycznym odgrywa pierwszoplanową rolę. Odsyłam do tekstu "Są JOW-y, ale jakoby ich nie było": http://fakty.interia.pl/felietony/graczyk/news/sa-jow-y-ale-jakoby-ich-nie-bylo,1682590,5457

    Choćby w tym artykule ukazałem równicę między wyborami w JOW do Senatu, a tymi, które proponuje Ruch JOW do Sejmu, ale to nie koniec różnic. Wczoraj np. otrzymałem maila z treścią kolejnej skargi do Sądu Najwyższego na Kodeks Wyborczy, której autorem jest Marian Antosz z Lublina. Przytoczę fragment:

    "Zapis zawarty w obowiązującym Kodeksie wyborczym, który nakłada na
    Komitet Wyborczy Wyborców (KWW), między innymi, niezależnych kandydatów do Senatu RP, obowiązek zebrania 1000 podpisów osób uprawnionych do głosowania, wymaganych do rejestracji KWW w Państwowej Komisji Wyborczej w Warszawie. Obowiązek ten nie dotyczy kandydatów do Senatu RP z list partyjnych. Kodeks wyborczy poprzez faworyzowanie kandydatów partyjnych w warunkach wprowadzonych jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW),
    oprócz deprecjonowania dopiero co uchwalonej instytucji, tj. JOW,
    narusza drastycznie konstytucyjną zasadę równości szans w realizacji
    biernego prawa wyborczego. Takie działanie rozpoznaje się jako rażące
    złamanie Konstytucji RP. "

    Co do referendum w Wielkiej Brytanii, to był o nim ciekawy wpis również na Nowym Ekranie: http://dakowy.nowyekran.pl/post/13723,brytyjskie-mohery-pokonaly-2-1-sily-postepu . Warto zauważyć, że kryzys gospodarczy w Wielkiej Brytanii trwa już jakiś czas i jakoś nie było to pretekstem do zmiany systemu wyborczego. Gdyby Brytyjczycy dostrzegli lepszy dla siebie system wyborczy i sens takiego referendum (pierwszego od 1975 r.), zapewne by z takiej szansy skorzystali. Frekwencja wyniosła 42,2%.
  • @Krzysztof Kowalczyk
    W pełni popieram.

    Pisałam też o biernym prawie wyborczym - tutaj:

    http://rebeliantka.nowyekran.pl/post/25001,ordynacja-po-polsku-i-brytyjsku-appendix-do-notki-ll

    A dzisiaj napisała faxe:

    http://homoviator.nowyekran.pl/post/25492,de-republica-emendanda

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY